

Urodziłem się prawdopodobnie w 1999r. To było już tak dawno, że naprawdę dokładnie nie pamiętam. Nie pamiętam dzieciństwa, rozbrykanych czarnych kulek rodzeństwa, ani mamy. Pierwszy raz do wieluńskiego schroniska trafiłem z siostrą w 2004 r. Szybko znaleźliśmy domki. Myślałem, że złapałem szczęście za nogi. Jednak końcem lipca 2005 r. mój pan oddał mnie z powrotem do schroniska. Czyżby wystraszył się drukowanych w "Fakcie" artykułów? A może nie dość głośno i zajadle szczekałem? Znów patrzyłem ze smutkiem przez kraty kojca, ale czy ktoś weźmie ze sobą psa określanego mianem "morderca"? W moje dalsze szczęśliwe życie zaangażowało się wiele wspaniałych osób. I dzisiaj (29.10.2005r) ktoś po mnie przyjechał. Zobaczyłem samochód, a w nim dzieci i ochoczo wskoczyłem na przygotowane dla mnie miejsce. Tak bardzo chciałem mieć swój dom, że starałem się podczas podróży nie sprawić swoją obecnością żadnych kłopotów. No i dojechaliśmy wreszcie do domu. I zobaczyłem ładne stadko pięknych psich panienek. To nic, że one mogą pochwalić się rodowodami sięgającymi wiele pokoleń wstecz, nieważne też, że nie będę już nigdy miał dzieci , najważniejsze, że mogę położyć się na podłodze obok nóg mojej pani, albo położyć głowę na jej kolanach. Mam nadzieję, że będę mógł w zdrowiu przeżyć jeszcze wiele lat.....
A oto ja w schronisku:

Tutaj podczas przerwy w podróży:

A tutaj już w domu:

No szybko do tego domu... wreszcie chcę zobaczyć, jak będę mieszkał

A tutaj po-śniadaniowa drzemka:

To są koty z którymi jestem zmuszony mieszkać:

Fotoreportaż ze spaceru w lesie...


Maks w roli niańki do dziecka:



A tak śpię z najlepszą koleżanką - labradorką Trendy
Styczeń 2008 r.
Tuż po północy z 18 na 19 lutego 2008 r. odszedłeś od nas...cicho jakbyś spał. Nawet swoim odejściem nie chciałeś sprawić kłopotu...

Maksiu zaczekaj na mnie po drugiej stronie...

